Było to dawno, dawno temu, daleko stąd, na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę miało dużo szczęścia, bo przeżyło upadek bez jednego zadrapania. Studnia jednak była głęboka, a mężczyzna nie wiedział jak ma wydostać osiołka.
Gdy farmer zastanawiał się, co zrobić, zwierzę żałośni
e ryczało godzinami. Farmer zebrał najmądrzejszych ludzi z wioski i zapytał ich:
Co robić?”.
Mędrcy nie znaleźli sposobu wydobycia osiołka, a ponieważ w studni
było mało wody, a osiołek był już stary, polecili mężczyźnie
zasypać studnię.
W pierwszej chwili mężczyźnie trudno było pogodzić się ze stratą
osiołka, ale skoro nie ma innego rozwiązania, to trudno, tak musi być.
Mężczyzna wziął łopatę i zaczął zasypywać studnię. Gdy wrzucił
dużą ilość ziemi, pomyślał, że już zasypał osiołka;
Gdy pochylił się nad studnią o mało nie wpadł do niej z wrażenia.
Zobaczył, że osiołek jest cały na dnie i wesoło sobie tupie
kopytkami.
Pomyślał : Jak to możliwe? Tyle ziemi wsypałem do studni, a jego
całego ciągle widać. Czyżby cud?”.
Wrzucając kolejną łopatę ziemi zajrzał do studni. Zobaczył jak ziemia
spada na grzbiet osiołka. Ten strząsa ją z siebie. Ziemia spada na dno,
a osiołek ją udeptuje i jest kilka milimetrów wyżej. Wrzucił drugą
łopatę. Osiołek strzepał ziemię z grzbietu, udeptał ją nogami i
znów był kilka milimetrów wyżej.
Kilkadziesiąt łopat później, osiołek był już na wyciągnięcie
ręki, a mężczyzna mógł go pogłaskać. Chwilę później osiołek z
radością wyskoczył ze studni, a mężczyzna cieszył się, że udało mu
się ocalić osiołka.
Pytanie: Kto uratował osiołka? Mężczyzna?
Nie. Osiołek sam się uratował, bo wiedział, że życie będzie
zasypywać go śmieciami i problemami. Sposób, aby wydostać się z
dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych
kłopotów to jeden stopień ku wolności
Jeśli słyszysz, że nie ma rozwiązania, to oznacza to, że rozwiązanie
jest, tylko jeszcze nikt go nie wymyślił. Musisz zrobić to sam.
JEŚLI ZNASZ INNE INSPIRUJĄCE HISTORIE (mogą być z życia wzięte) PROSZĘ, BY UMIEŚĆ JE W KOMENTARZU.




może by to napisać wierszem…
dawno temu, gdzieś na końcu świata |
nieszczęście spotkało pewnego wieśniaka|
Dawno temu, daleko stąd, gdzieś na krańcu świata|
Do głebokiej wyschniętej studni wpadł osioł pewnego wieśniaka
Cudem nazwać można to, że osiołkowi podczas upadku nic się nie stało|
Wieśniak myślał o tym jak wydostać osiołka od wielu godzin|
a zwierzę żałośnie ryczało|
Bardzo pouczajca i piekna historyjka
„Był mały chłopiec, który sprawiał przykrość swoim bliskim. Pewnego
dnia jego dziadek powiedział mu, aby za każdym razem gdy kogoś skrzywdzi
wbił jeden gwóźdź, który znajdował się za jego domem. Gdy już sie
trochę tych gwoździ uzbierało, to dodał „A gdy osobę którą
skrzywdziłeś, przeprosisz za to co zrobiłeś lub zrobisz dla niej dobry
uczynek, to wyciągnij jeden gwóźdź z płotu”. Po pewnym czasie w
płocie nie było ani jednego wbitego gwoździa. Dziadek pochwalił
chłopca i dodał „Popatrz teraz na płot. I zauważ, że pomimo iż
wynagrodziłeś swoje krzywdy, to blizny pozostają”
Pewna kobieta kupiła sobie dom, dom był cudowny i piękny, ale miał
jedną wadę do jednego z pokoi nie dochodziło słońce.
Dostęp ten był utrudniony przez wielki mur, który był tuż za oknem
owego pokoju. Kobieta była bardzo szczęśliwą osobą ale gdy tylko
wchodziła czy też choćby podchodziła do tego pokoju od razu traciła
humor, robiła się nieszczęśliwa, przygnębiona, gdy zaś opuszczała
owe miejsce lub też oddalała się od niego ponownie stawała się
szczęśliwa i beztroska.
Pewnego dnia powiedziała, że nie ma zamiaru więcej żyć w domu gdzie
jest miejsce, w którym tak bardzo czuje się nieszczęśliwa.
Postanowiła więc wziąć młotek i zburzyć mur. Gdy tylko to zrobiła
słońce pojawiło się w pokoju, a kobieta przebywając w nim czy też
obok niego czuła się tak samo szczęśliwie jak wszędzie.
Cytat gratis
„Prawda, która czyni ludzi wolnymi, to po większej części prawda,
której ludzie wolą nie słuchać”.
Herbert Agar – amerykański dziennikarz (1897 – 1980)
jesli myślisz, że potrafisz, lub myślisz że nie potrafisz- w obu przypadkach masz rację
Henry Ford
„Gdzieś w jakimś nieodległym kraju, żył sobie ojciec z synem. Syn
dorastał, stawał się coraz mężniejszy fizycznie a jego największym
marzeniem było uzyskać wolność, wyjść z domu ojca. I tak właśnie
syn, w chwili swoich 15 urodzin, wybrał się do ojca i mówi:
- Tato, mam już 15 lat, potrzebuję wolności! Daj mi ją! – powiedział.
- Wracaj do pokoju, jesteś za młody – odparł tata, a syn ze spuszczoną
głową wrócił do pokoju.
Gdy nadchodziły 18 urodziny syna, postanowił się on ponownie wybrać do
ojca by powiedzieć mu, iż ponad wszystko pragnie wolności.
- Tato, mam już 18 lat, jestem dorosły, daj mi wolność! Chcę się
bawić, spotykać z przyjaciółmi, odkrywać! – domagał się syn.
- Wracaj do pokoju, szczylu, jesteś za młody! – odparł stanowczo ojciec.
I syn, zasmucony i zdenerwowany, wrócił do swojego pokoju. I tak mijały
lata, aż syn osiągnął 21 rok życia i postanowił ponownie iść do
ojca, prosić go o wolność.
- Tato, mam 21 lat, mogą mnie wpuścić do każdego klubu, a Ty mnie nadal
ograniczasz, jestem dorosły, daj mi wolność!
- Wracaj do pokoju, jesteś za młody, nie zasługujesz na wolność! -
odpowiedział ojciec.
Syn ze spuszczoną głową wrócił do pokoju, a ojciec… zapłakał.”
————–
I jeszcze cytat:
„Wolność jest jak powietrze na szczycie góry. I jedno, i drugie – nie do
zniesienia dla słabych”.
Autorem dzisiejszego cytatu jest:
Ryūnosuke Akutagawa (1892-1927)
Pisarz i poeta japoński, nazywany „ojcem krótkich historii japońskich.
Akutagawa swoją twórczość skupił na krótkich historiach, uważając
je za główne medium ekspresji. Podczas swojego krótkiego życia napisał
ponad 150 krótkich historii, m.in.: Hana, Kumo no ito, Jigoku-hen. Na
podstawie jego tekstów (głównie w oparciu o Yabu no naka) Akira Kurosawa
nakręcił film Rashōmon.
Pewnego dnia, zachowujący się dumnie i lekceważąco młody człowiek
przychodzi do filozofa i, uśmiechając się z wyższością, mówi: „O
wielki Sokratesie, przyszedłem do ciebie po wiedzę”.
Sokrates przejrzał na tego płytkiego i próżnego młodego człowieka,
poprowadził go na brzeg morza i wszedł z nim po pas do wody. Potem
poprosił: „Powiedz mi jeszcze raz, czego pragniesz?”.
„Wiedzy” – odrzekł z uśmiechem młody człowiek.
Sokrates złapał go za ramiona, wepchnął pod wodę i przytrzymał tam
przez trzydzieści sekund. „A teraz czego pragniesz?”.
„Mądrości, wielki Sokratesie” – zacharczał młody człowiek.
Filozof wepchnął go ponownie pod wodę. Kiedy go puścił, zapytał
znowu: „Czego pragniesz?”.
„Wiedzy, o mądry i…” – udało się wyksztusić młodzieńcowi, zanim
Sokrates przytrzymał go znowu pod wodą, tym razem jeszcze dłużej.
„Czego pragniesz?” – zapytał stary człowiek, pozwalając mu się
wynurzyć. Młody człowiek kaszlał i z trudem łapał oddech.
„Powietrza!” – wrzasnął. – „Potrzebuję powietrza!”.
„Kiedy będziesz pragnął wiedzy tak bardzo, jak właśnie pragniesz
powietrza, wtedy otrzymasz tę wiedzę” – oświadczył stary człowiek i
wrócił na brzeg.
Myślę, że ta przypowieść ma odniesienie nie tylko do wiedzy, ale i do
większości naszych marzeń.
W życiu osiągamy tylko to, w co mocno wierzymy, pragniemy i naprawdę
tego chcemy.
A ty, jakie masz pragnienia?
Ogromna moc wyobraźni
Leżało dwóch mężczyzn w szpitalu. W jednym pokoju. Jeden z nich miał
łóżko skierowane na okno, przez które mógł zobaczyć co się dzieje
na zewnątrz. Drugi z nich niestety nie mógł tego widzieć. Mógł
leżeć tylko w swoim łóżku i patrzeć w górę. Ten pierwszy opowiadał
mu co się dzieje na zewnątrz szpitala. I tak mówił mu, jak pięknie tam
jest, piękne drzewa, jezioro, bawiące się dzieci. Każdego dnia
opowiadał mu o tych pięknych rzeczach.
Pewnej nocy mężczyzna leżący przy oknie zaczął się dusić i nie
mógł dosięgnąć przycisku za pomocą, którego wezwałby
pielęgniarkę. Ten drugi to słysząc też nie przycisnął, chciał
dostać jego łóżko i widzieć te wszystkie piękne rzeczy i krajobrazy.
Z rana faktycznie dostał to łóżko, lecz gdy spojrzał za okno zobaczył
tylko mur. Zapytał więc, gdzie jest to jezioro, te drzewa, te dzieci, o
których mu sąsiad opowiadał. A pielęgniarka odpowiedziała mu tylko
„Nadzieja nic nie kosztuje, proszę Pana”
Metafora – Ołówek.
Chłopiec patrzył, jak babcia pisze list. W pewnej chwili zapytał:
- Piszesz o tym, co ci się przydarzyło? A może o mnie?
Babcia przerwała pisanie, uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- To prawda, piszę o tobie, ale ważniejsze od tego, co piszę, jest
ołówek, którym piszę. Chcę ci go dać, gdy dorośniesz.
Chłopiec z zaciekawieniem spojrzał na ołówek, ale nie zauważył w nim
nic szczegółnego.
- Przeciez on niczym się nie różni od innych ołówków, które
widziałem!
- Wszystko zależy od tego, jak na niego spojrzysz. Wiąże się z nim
pięć ważnych cech i jeśli je będziesz odpowiednio pielęgnował,
zawsze będziesz w zgodzie ze światem.
Pierwsza cecha: możesz dokonać wielkich rzeczy, ale nigdy nie zapominaj,
że istnieje dłoń, która kieruje twoimi krokami. Ta dłoń to Bóg i to
On prowadzi cię zgodnie ze swoją wolą.
Druga cecha: czasem muszę przerwać pisanie i użyć temperówki. Ołówek
trochę z tego powodu ucierpi, ale potem bedzie miał ostrzejszą
koncówkę. Dlatego naucz się znosić cierpienie, bo dzięki niemu
wyrośniesz na dobrego człowieka.
Trzecia cecha: używając ołówka, zawsze możemy poprawić błąd za
pomocą gumki. Zapamiętaj, że poprawianie nie jest niczym złym,
przeciwnie, jest bardzo ważne, bo gwarantuje uczciwe postępowanie.
Czwarta cecha: w ołówku nieważna jest drewniana otoczka, ale grafit w
środku. Dlatego zawsze wsłuchuj się w to, co dzieje się w tobie.
Wreszcie piąte cecha: ołówek zawsze pozostawia ślad. Pamiętaj, że
wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej
świadomość tego, co robisz.
Chasydzka opowieść o współpracy
Niedawno wpadła mi w ręce kolejna książka ulubionego autora Ivina
Yalom’a „Mama i sens życia”. Rozpaliłem w kominku,
włączyłem cichutko muzykę Wojciecha Kilara i zapadłem się niczym
ogromny głaz na mojej wygodnej, kremowej kanapie.
Po kilkunastu minutach pogrążony w lekturze niesamowitej historii o
pewnej kobiecie, chorej na raka piersi, natknąłem się na mądrą starą
chasydzką opowieść, którą zamierzam się z Tobą dziś podzielić.
„Pewnego dnia Rabbi rozmawiał z Panem o Niebie i Piekle.
- Pokażę Ci piekło – powiedział Pan i zaprowadził rabbiego do pokoju,
w którym stał wielki, okrągły stół. Siedzący wokół stołu ludzie
byli zrozpaczeni i bliscy śmierci głodowej. Na środku stołu stał
ogromny kocioł z gulaszem, który pachniał tak wspaniale, że rabbiemu
pociekła ślinka. Każda z osób siedzących przy stole trzymała łyżkę
z bardzo długa rączką. Chociaż długie łyżki sięgały akurat do
kotła, ich rączki były dłuższe niż ramiona biesiadników – w
rezultacie nikt nie mógł sięgnąć łyżką do ust i wszyscy byli
głodni. Rabbi widział jak bardzo cierpieli.
- Teraz pokażę Ci Niebo – powiedział Pan i weszli do innego pokoju,
dokładnie takiego samego jak ten pierwszy. Był tam identyczny wielki,
okrągły stół i identyczny kocioł z gulaszem. Ludzie, tak jak
poprzednio, mieli takie same łyżki z długimi rączkami – ale tutaj
wszyscy byli najedzeni, pulchni, śmiali się i rozmawiali. Rabbi nie
mógł tego zrozumieć.
- To proste, ale wymaga pewnej umiejętności – powiedział Pan. – W tym
pokoju oni nauczyli się karmić siebie nawzajem”.
Piękna ta opowieść, prawda?
Od razu skojarzyło mi się z wszelką współpracą pomiędzy ludźmi.
I chyba rzeczywiście tak jest, że jeżeli będziemy myśleli tylko o
sobie, to prędzej czy później czeka nas „piekło”.
Jestem w trakcie budowania profesjonalnego zespołu i mam nadzieję, że
uda mi się zaszczepić tę wspaniałą ideę u każdej osoby, która ma
zamiar ze mną współpracować w przyszłości.
Czas pokaże na ile jest to możliwe.
Na początek kamienie
Dzisiaj przedstawię Ci piękną historię, która z pewnością
wprowadziła w zadumę, niejedną osobę.
Oto ona:
“Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył
przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął
spory słoik i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami. Potem zapytał
studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.
Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko
potrząsnął. Żwir oczywiście stoczył się w wolną przestrzeń między
kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny,
a oni ze śmiechem przytaknęli.
Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten
sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń.
Profesor powiedział:
- Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie.
Kamienie – to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze
dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i
tak byłoby wypełnione.
Żwir – to inne, mniej ważne rzeczy: pieniądze, mieszkanie albo
samochód.
Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym Waszą pracę.
Jeśli nie włożymy kamieni jako pierwszych, później nie będzie to
możliwe. Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już
miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie.
Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Waszą energię na
drobne rzeczy, nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Dlatego ważne
jest, by zadać sobie pytanie: co stanowi kamienie w moim życiu?
Następnie włożyć je jako pierwsze do słoja i dbać o nie. Zostanie Wam
jeszcze dość czasu na inne sprawy.
Zważajcie przede wszystkim na kamienie – one są tym, co się naprawdę
liczy. Reszta to piasek.”
Historia o wilku w owczej skórze
Dawno temu lasy były pełne wilków, ludzie bali się chodzić nocą do
lasów, należały one do królów puszczy. Jedna z watah była
szczególnie piękna, olbrzymie, silne wilki z piękną sierścią. Od lat
to właśnie z tego rodu pochodził przywódca wszystkich wilków.
Któregoś dnia tropiciele odnaleźli ślady ich kryjówki, nory pod
głębokim korzeniem drzewa. Ludzie wrzucili do jamy pochodnie i czekali z
wymierzonymi strzelbami. Gdy tylko wilki zaczęły wybiegać z nory,
otworzyli ogień. Wilki rzuciły się na mężczyzn, starając się
umożliwić ucieczkę samicą z małymi. Tylko jeden mały wilk przetrwał
to polowanie. Uciekał głęboko w las, tak długo, aż ustały
jakiekolwiek dźwięki i hałasy, biegł i biegł i biegł.
Tego ranka pasło się nieopodal stado owiec. Kiedy jedna z nich
przechadzała się rankiem po polanie zobaczyła maleńkie stworzenie
śpiące w głębokiej trawie. Myślała, że to jedna z zagubionych
owieczek, kiedy podeszła bliżej poczuła swąd dymu i zobaczyła ślady
krwi na futrze…wilka, małego wilka. Chciała zacząć beczeć,
wszcząć alarm, ale wiedziała, że wtedy przyjdzie właściciel z psami
i…. Patrzyła na maleńkiego wilka i postanowiła, że musi go
uratować.
Następnego ranka obudził się na polanie, bardzo daleko od swojego domu,
pamiętał tylko dym i strzały i nie chciał tam wracać. Zobaczył nad
sobą łagodne oczy owcy, która trzymała go bardzo blisko swojego ciała.
Owca pracowała cały ranek i z pomocą innych owiec uszyły strój w,
którym teraz ukryty był wilczek. On sam dziwnie się czuł, jakby miał
inną skórę, ale czuł się bezpiecznie wśród nowej rodziny i nie
zadawał wielu pytań. Każdej nocy kiedy wilk spał owca szyła mu nowy
strój, który ukrywałby go.
W ten sposób minęło wiele lat, wilk ukrywał się wśród owiec,
nieświadomy swojej prawdziwej natury. Kiedy tylko psy lub ludzie zbliżali
się do stada, owce otaczały szczelnie wilka, a on przywykł do ukrywania
się, zgadzał się na to i sam ukrywał się najlepiej jak mógł. Wciąż
pamiętał tamtą straszną noc, lecz z każdym dniem stawała się ona
coraz bardziej mglista, a życie wśród owiec wygodne i bezpiecznie.
Któregoś dnia wilk poszedł nad strumień napić się wody. Patrzył na
zimne, przenikliwe oczy wystające zza owczej skóry i czuł, że coś
wewnątrz niego się gotuje, lecz po chwili zmieszany odwracał wzrok i
widział owczą skórę. „Jesteś tylko owcą” myślał. Kiedy
tak stał nad wodą i patrzył, jeden z płatów owczej skóry zsunął
się z jego pyska. Nagle w odbiciu zobaczył wilka, zaczął odpychać się
od płytkiego dna łapami, chcąc uciekać. Pojawiła się zanim owca,
przytuliła go i szybko naprawiła jego strój. „To tylko zły
sen” mówiła. Wilk nie zasnął tej nocy, patrzył w księżyc w
pełni i coś w nim wyło, obudziło się coś potężnego i za razem
przerażało go to i fascynowało.
Księżyc ukrył się za chmurami, wilk wyczuł znajomą woń. Owce
zrobiły się niespokojne. Z lasu wybiegła wataha wilków, wyjąc i
biegnąc w kierunku stada bezbronnych zwierząt. Wilk w owczej skórze
również zawył i zaczął biec w kierunku watahy wilków. One stanęły
jak osłupiałe. Wilk biegł i z każdym krokiem, owcza skóra pękała,
aż wyswobodził się z niej całkowicie. Jego srebrna, królewska sierść
lśniła w świetle księżyca. Stanął przed wilkami i powiedział
„Odejdźcie stąd , to są moi przyjaciele”. Na czoło watahy
wyszedł największy z nich, czarny, stary wilk. „Twoi przyjaciele,
przecież jesteś jednym z nas, my wilki zjadamy owce”. „Tych
owiec nie dostaniecie, one pomogły mi i opiekowały się mną, należy
się im szacunek” odpowiedział. „Stoisz na mojej drodze,
odejdź, albo poznasz moje kły”. Srebrny wilk rzucił się na
starego wilka. Walczyli długo i zajadle. Doświadczenie z młodością i
właśnie co odkrytą mocą. I gdy ponownie zaświecił księżyc,
srebrny wilk stał oparty łapami o starego wilka i wył do księżyca.
„Teraz ty jesteś przywódcą, pokonałeś naszego lidera”
powiedziały do niego wilki. „Więc uciekajmy stąd zanim przyjdą
psy i zapolujmy na zwierzynę, która będzie dla nas prawdziwym
wyzwaniem” odrzekł srebrny wilk. Kiedy biegły z powrotem w kierunku
lasu, wilk odwrócił się w kierunku polany, gdzie zbite w krąg stały
owce i wiedział, że ta która uratowała go, jest szczęśliwa, że
odnalazł swoje przeznaczenie. Wysunął się na czoło watahy, srebrna
sierść falowała pośród listowia, skąpana w świetle księżyca.
Dwadzieścia dolarów.
Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku
dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie:
- Kto chciałby dostać ten banknot?
Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział:
- Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie, że
coś zrobię… – i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i
zapytał:
- Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły…
- A gdybym zrobił to? – zapytał mówca…. i rzucił banknot na ziemię.
Podeptał go butami i podniósł – był pomięty i brudny….
- A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci!!!
- Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co
zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie
zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20 $!!!
Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w
błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności, które
stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to
nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie…
TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w
dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych, którzy Cię kochają.
Wartość naszego życia nie wynika z tego, co robimy, ani nie zależy od
tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY!
Jesteś wyjątkowy! Nigdy o tym nie zapomnij!
W dzisiejszej części dowiesz się czym są metafory i jaki maja wpływ na
nasze życie?
Na końcu znajdziesz także przepiękną chińską bajkę.
Miłej lektury!
Ze wszystkich form komunikacji historie maja największy wpływ na nasz
umysł. Jeśli opowiadając historię wpleciesz w nią informację, które
chcesz, aby zostały zapamiętane przez słuchacza, zdolność ich
przywołania jest wielokrotnie większa, niż w jakikolwiek innym
przypadku.
Metafory mogą być złożonymi historiami z wieloma poziomami znaczeń.
Głębokie metafory organizują wzorce według, których doświadczamy
naszego życia, zazwyczaj przyjmujemy je we wczesnym dzieciństwie. Mity
osobiste są przykładem bardzo głębokich metafor.
Metafory komunikują się w sposób niebezpośredni, mogą pobudzić umysł
do poszukiwania znaczeń, sensu i aktywować pozostające w uśpieniu
zasoby i potencjał człowieka. Metafora wywołuje rezonans w
nieświadomości, tworząc potrzebne zmiany.
Niestety czasem zdarza się, że niekorzystne metafory, które przyjmuje
umysł nie są dla człowieka wspierające. Ograniczają ilość
informacji, odzierają świat z jego złożoności i piękna i zmuszają do
interpretowania siebie, innych ludzi, rzeczywistości według wzorców,
które nie tylko nie pozwalają się rozwijać, ale wręcz niszczą
człowieka. Istnieją również metafory, które choć nie są
destrukcyjne, sprowadzają świat do jednego wymiaru, na przykład walki o
uznanie. Niektóre metafory są źródłem braku wyborów w życiu.
Możliwość odszyfrowania głębokich metafor, jako mitów którymi
żyjemy pozwala na identyfikacje i sprawdzenia, czy historie, jakie budują
nasze życie, są tym czym chcemy naprawdę żyć.
————————-
A oto zapowiadana bajka chińska – „W pogoni za ideałem”
Po przeczytaniu, jak zawsze, zachęcam Cię do krótkiej refleksji.
Do mistrza przyszedł z pretensjami uczeń. Według niego nauczyciel jest
zbyt liberalny w egzekwowaniu zdobywanej wiedzy. Nie używa kija, nie
strofuje za błędy, nie wymaga postępów. A młody człowiek pragnie by
doskonały i oświecony – i to szybko. Potrzebuje intensywniejszej nauki.
Mistrz ze zrozumieniem kiwnął głową i powiedział, że w takim razie
postara się intensywniej prowadzi młodzieńca do doskonałości. I
poprosił go, by najpierw poszedł do lasu i przyniósł jeden „doskonały”
liść.
Legenda głosi, że uczeń nie wrócił do dzisiaj – przez cały czas
szuka.
Zbigniew Królicki „Bajki chińskie”.
„Nigdy nie trać cierpliwości – to jest ostatni klucz, który otwiera
drzwi”.
Antoine de Saint-Exupéry
Mistrz przechadzał się pewnego po południa po lesie ze swoich uczniem i
poprosił go żeby przyniósł mu wodę ze strumyka, który minęli parę
kilometrów wcześniej.
Uczeń wrócił po pewnym czasie i oznajmił, że nie mógł przynieść
wody, ponieważ strumyk nie był tak klarowny jak wtedy, gdy tamtędy
przechodzili . Był czymś okropnie zmętniony.
Budda nalegał, aby wrócił i przyniósł mu z niego wodę. Po pewnym
czasie uczeń wrócił z wodą i padł do jego stóp dziękując za
przesłanie które dopiero co zrozumiał.
Gdy tak siedział wystarczająco długo i czekał aż osad opadnie na dno
strumienia pojął, że jest to metafora do naszego umysłu który miewa
od czasu do czasu taki mętlikiem gdy o czymś myślimy. Dopiero wtedy,
kiedy potrafimy odpowiednio się wyciszyć, zamęt opada i pojawia się
krystalicznie czysta idea.
największy mędrcy z wioski radzilli/ nad tym się zastanawiali/ jakby tu osiołka wydostać ze studni
/ słowem jak go ocalić